Od 10 do 12 czerwca Kopenhaga zamieniła się w jedno wielkie atelier. 3daysofdesign — największy festiwal designu w Skandynawii — ściągnął do miasta około 120 tysięcy odwiedzających, a premiery pokazywały tam praktycznie wszystkie liczące się marki Północy. Hasło tegorocznej edycji brzmiało „Make This Moment Matter": mniej spektaklu, więcej projektowania z intencją.

Mieszkam w Norwegii od ponad dekady i to, co Kopenhaga pokazuje na festiwalu, oglądam potem nie w katalogach, tylko w prawdziwych domach — u sąsiadów, znajomych, klientów. Dlatego z tegorocznej edycji wybrałem pięć sygnałów, które moim zdaniem najszybciej trafią pod nasze dachy. Nie jako ciekawostki z targów, ale jako konkretne decyzje: jaki kolor, jaki materiał, co kupić raz a dobrze.

Sygnał 1: koniec zimnego minimalizmu

Najmocniejszy przekaz festiwalu da się streścić w jednym zdaniu: wnętrze ma otulać, nie imponować. Branżowe relacje z Kopenhagi nazywają ten kierunek „cozy cocooning" — zwrot ku przytulności po latach surowych, wystudiowanych przestrzeni.

W praktyce wygląda to tak: miękkie, rozproszone światło zamiast jednej mocnej lampy z sufitu. Warstwy tkanin — zasłony, pledy, poduszki — tam, gdzie wcześniej była goła ściana i goły parapet. Formy o ludzkiej skali, bliżej ciała, niżej, miękcej. Skandynawia nie porzuca prostoty, która jest jej znakiem firmowym. Ona ją dociepla.

Dla mnie to żadna rewolucja, raczej powrót do korzeni. Skandynawski dom zawsze był projektowany na długie, ciemne wieczory — z natury musiał być ciepły. Zimna, galeryjna wersja minimalizmu była wypaczeniem, które dobrze wyglądało na zdjęciach i gorzej się mieszkało.

Sygnał 2: espresso, owies i oliwka

Kolorystycznie Kopenhaga mówiła bardzo spójnym językiem. Brytyjskie studio Kast debiutowało na festiwalu paletą o nazwach, które brzmią jak menu śniadaniowe: Espresso, Oat, Olive. I właśnie te trzy odcienie — głęboki brąz, ciepły owies, przygaszona oliwka — przewijały się przez większość ekspozycji.

To czytelna zmiana warty: espresso zamiast czerni, owies zamiast bieli, oliwka zamiast szarości. Każdy z tych kolorów robi tę samą robotę co poprzednik, ale robi ją cieplej. Ciemny brąz daje wnętrzu powagę bez chłodu czerni, owies rozjaśnia bez szpitalnej sterylności, oliwka uspokaja, nie gasząc koloru w ogóle.

Do tego dochodziły akcenty z zupełnie innej półki energii: mandarynka u Montany, która świętowała stulecie urodzin Vernera Pantona limitowaną wersją jego stolika, i burgund u Fritza Hansena na jubileuszowych lampach Kaiser Idell. Wniosek dla domu jest prosty — baza w kolorach ziemi, a odwaga w małych dawkach: lampa, stolik, pled.

Paleta z Kopenhagi to nie moda na jeden sezon. Espresso, owies i oliwka to kolory, które za dziesięć lat będą wyglądać równie dobrze jak dziś — i to jest ich największa siła.

Sygnał 3: klasyki wracają, bo dobry projekt nie ma terminu ważności

Tegoroczna edycja była festiwalem powrotów. Projekty Nanny Ditzel z 1962 roku wróciły w nowych wersjach stolików. Druciany stolik Pantona z 1971 dostał limitowaną odsłonę. Royal Copenhagen wskrzesiło porcelanową kolekcję Triton z 1976 roku, tym razem z opalizującymi szkliwami. Louis Poulsen świętował sto lat systemu lamp PH — projektu, który powstał w latach dwudziestych i nadal wisi w tysiącach domów.

Można to czytać jako nostalgię. Ja czytam to inaczej: jako deklarację całej branży, że dobry projekt się nie starzeje. Skandynawowie kupują meble inaczej niż my — rzadziej i drożej, ale raz. Fotel przechodzi z mieszkania do mieszkania, czasem z pokolenia na pokolenie. Festiwal w Kopenhadze właśnie tę filozofię wyniósł na scenę główną.

Sygnał 4: trwałość przestała być nudna

Najbardziej wymowna była dla mnie jedna scena: na ekspozycji poświęconej długowieczności pokazano jedenastoletnią, używaną kuchnię. Nie prototyp, nie nowość — kuchnię po jedenastu latach codziennego życia, wystawioną jak eksponat. Z dumą, nie ze wstydem.

Obok tego cała fala materiałowych eksperymentów w tym samym duchu: meble z grzybni konopnej, terakotowe powierzchnie i mozaiki, szkło i ceramika projektowane tak, żeby zniosły dekady. Zrównoważone projektowanie przestało być osobną, nieco ascetyczną kategorią — stało się po prostu dobrym projektowaniem.

To jest sygnał, który najmocniej dotyczy portfela. Najdroższe wnętrze to nie to, które kosztowało dużo raz. To to, które trzeba przerabiać co trzy lata.

Sygnał 5: rzemiosło i materiały, które czuć pod palcami

Piątym motywem Kopenhagi był dotyk. Len, wełna, surowa ceramika, drewno z widocznym słojem — materiały z fakturą, której nie da się podrobić na zdjęciu. Iittala postawiła na nabrzeżu siedmiometrowy pawilon w kształcie słynnej wazy Aalto, Georg Jensen pokazał grę planszową wykonaną z drewna i srebra, a osobna wystawa celebrowała pracę rzemieślników z całego świata.

W domowej skali ten sygnał jest najłatwiejszy do wprowadzenia od zaraz. Lniana zasłona zamiast poliestrowej, wełniany pled zamiast polarowego, ceramiczna miska z targu zamiast plastikowej z sieciówki. Wnętrze, którego chce się dotykać, prawie zawsze wygląda lepiej niż wnętrze, które ma tylko dobrze wychodzić na zdjęciach.

Co z tego wynika dla Twojego mieszkania

Pięć sygnałów, jedna logika. Gdybym miał przełożyć Kopenhagę na plan działania dla polskiego mieszkania, wyglądałby tak:

Po pierwsze, baza w kolorach ziemi — espresso, owies, oliwka — na ścianach, zabudowach i dużych meblach. To inwestycja, która się nie zestarzeje. Po drugie, energia tylko w akcentach: jedna mandarynkowa poduszka, jedna burgundowa lampa. Łatwo dodać, łatwo wymienić. Po trzecie, materiały do dotykania: len, wełna, terakota, drewno z fakturą. Po czwarte — i najważniejsze — konstrukcji nie ruszamy pod trend.

Z nowości bierz kolor i fakturę. Konstrukcję zostaw w spokoju. Trend to nie powód do remontu — to powód do wymiany pledu.

Jedenastoletnia kuchnia z kopenhaskiej wystawy to najlepszy dowód, że dobrze zaplanowana baza spokojnie uniesie kilka fal mody. Jeśli układ działa, a fronty są z porządnego materiału, zmiana koloru ścian i tekstyliów odświeży wnętrze za ułamek ceny remontu.

Jak podchodzę do tego w swoich projektach

W moich projektach dokładnie tak dzielę każde wnętrze: na warstwę, która ma przetrwać dekadę, i warstwę, którą można bezkarnie zmieniać. Układ, zabudowy, podłogi i duże meble planuję w spokojnych, ziemistych tonach — to one niosą wnętrze przez lata. Kolor, faktura i sezonowa energia wchodzą w rzeczach, które kosztują kilkaset, a nie kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Pracuję na wizualizacjach 3D, zanim cokolwiek zostanie kupione — widzisz na ekranie, jak espresso i oliwka zachowują się w Twoim świetle i metrażu, zanim podejmiesz decyzję. Projektuję zdalnie, dla klientów z całej Polski, mieszkając od ponad dekady w Norwegii — w miejscu, gdzie kierunek pokazany właśnie w Kopenhadze jest po prostu codziennością.

Bezpłatna konsultacja

Chcesz wnętrze, które obroni się za dziesięć lat?

Pomogę Ci przełożyć kierunek z Kopenhagi na Twój metraż — solidna baza na lata i akcenty, które łatwo wymienić, gdy zmieni się gust. Projektuję zdalnie, z całą Polską. Pierwsza rozmowa jest bezpłatna i do niczego nie zobowiązuje.

Umów bezpłatną konsultację